003 do wielmożnej pani dozorczyni, która już trzeci rok zajmuje się utrzymaniem czystości i należytego stanu sprzętów w bloku mieszkalnym na ulicy słonecznej

 

 

szanowna pani.

 zapewne minę panią jutro, ponieważ do szkoły mam na 8, a pani o godzinie 7.32 zazwyczaj odgarnia liście ze schodów budynku w którym mieszkam. już na wszelki wypadek zadbałem o to, żeby miała pani co odgarniać. zejdę po schodach miętoląc w prawej ręce bilet miesięczny. jak będzie padało, w prawej ręce będę miał parasol, a bilet będę zmuszony przełożyć do lewej. jednak dalej będę go gniótł. założe odświętne adidasy, bo gdy będę stąpał po tych cholernie śliskich schodach, to pani najpierw zobaczy buty właśnie. znowu będę sie bał podnieść wzrok, a pani będzie miała ten szary polar wyglądający jak wór po ziemniakach, który moja babcia ze wsi wkłada psu do budy na zimę, żeby mu ciepło było. wogóle to sie zastanawiam, czy pani ten polar pierze, bo są na nim jeszcze plamy z zeszłego roku, jak to oblałem panią sokiem pomidorowym. przysięgam, że przypadkiem. po mękach schodzenia ze schodów będzie czekała mnie nagroda. bo pani zawsze coś powie, jak zejdę z tych schodów nie zabijając sie. i tym razem tak będzie. wyjmie pani papierosa z ust i umieści go między serdecznym, a środkowym palcem lewej dłoni. dłoni w żółtych, gumowych rękawiczkach. tak wogóle to nie powinna pani palić. szkoda pani płuc i zębów i wszystkiego. ja, jak będę dorosły nie pozwolę pani palić. palacze żyją krócej. przecież to na wszystkich paczkach fajek pisze. popiół tego cholernego papierosa będzie powolutku spadał na schody. wtedy pani pierwszy raz podniesie głowę. mam nadzieję, że tego ranka włoży pani soczewki. inaczej istnieje ryzyko, że nie rozpozna mnie pani. zawsze, gdy schodzę po tych schodach, które naprawde są okropnie śliskie, zasanawiam się, czy ma pani soczewki. na wypadek gdyby pani ich nie miała potknę się o tą wystającą kostkę brukową przed blokiem. wtedy uzyska pani pewność, że to ja. nawet jeśli pani włosy będą powiewały na wietrze, zapewne tego nie zauważę, gdyż dopatrzenie się włosów na pani głowie to wyzwanie, któremu nawet ja nie podołam. pani spojrzy na mnie. tak miło, ciepło. jak moja babcia patrzyła na kuzyna, który wsadził kota do pralki w zeszłe wakacje. tu nastąpi mała przerwa, ponieważ musi pani trochę pomyśleć. w pani głowie ułożą się słowa które zaraz pani na bezdechu wypowie. jeszcze tradycyjnie zacharczy pani raz, czy dwa. i wkońcu usłyszę coś na co czekam od wczoraj. pani głos otuli mnie czułymi słowami, które na zawsze pozostaną w mym sercu ‘gówniarzu, szybciej. całe schody na osiedlu mam do umycia’


About this entry