011 – /w rzeźni
siedze sobie dzisiejszego wieczoru na krześle obrotowym
moja druga połowa unosi się gdzieś poza naszą galaktyką i wyobrażeniami z królem jaszczurów
brzuch rozrywa mi na części, a ja nie wiem dlaczego mam takie dziury, ogromne dziury w które wszytko wpada i nie wiem gdzie ląduje
macham nogami na wysokościach, w zadymionym pokoju
stosy otwarych na różnych stronach książek stanowią ośrodki niskiego i wysokiego ciśnienia
i wieje mi tu strasznie, tak, że nie można tego wytrzymać
opary herbaty mieszają się z innymi dymami i mgłami, których kumulacja następuje w tym małym pomieszczeniu
po meblach, dywanie prześlizguje się coś na kształt smogu
ale nie do końca, bo jest cięższe i pachnie cynamonem
dziesiąty raz do moich uszu dociera pierwszy raz
przysiegam ze nie wiem dlaczego nie przełącze
i unosze sie w tym dymie, chociaż wcale nie mam ochoty
nie mogę machać nogami, bo tracę równowagę, a nie chce sie poobijać
bo nienawidze siniaków, które mam potem na całym ciele
bo one są jak te dziury, do których wszystko wpada
ja naprawdę przepraszam za te luki, za to, że nie pamiętam co jadłam
wiatr wieje we wszytkich juz kierunkach, myśle czy nie ubrać kurtki
maszeruje przede mną po moim dywanie pierwsza kompania kadrowa
w rzeźni, jak to w rzeźni
Żadnych komentarzy.
Jump to comment form | comment rss [?] | trackback uri [?]