012 american dream

/w ramach wstępu:

Nie, nie zamierzam pisać książek. Poprostu musiałam jakoś to doprowadzić do końca. Nie jestem zadowolona z efektu, więc przewiduje tzw. syndrom niekończących się edycji lub stu wersji ze zmienną pointą. Gratuluje wytrwałym./

-Dziendobry. Proszę się przedstawić.

-Ale jak to przedstawić? Tak po prostu? Że nazywam się Alicja i tak dalej, czy jak?

-Tak, dokładnie tak jak pani powiedziała. -Więc nazywam się Alicja. Mam 37 lat.-Świetnie!

-Naprawdę?

-Proszę kontynuować. Jest cudownie!

-Mhmm no i mieszkam prawie we Wrocławiu i…

-Genialnie naprawdę! Ma pani tę posadę w kieszeni. Oddzwonimy jutro rano.

-Nie wierzę! Naprawdę?

-Tak, tak. Do usłyszenia jutro. Teraz proszę wyjść.

-Dziękuje państwu, tak bardzo dziękuję. Dowidzenia.

-Dowidzenia.

-Ale oddzwonicie?

-Tak oczywiście! Dowidzenia. Następna proszę!

. . . . .

 

-I jak? Jak poszło? Masz pracę?

-Tak! Jak się cieszę! Powiedzieli, że oddzwonią jutro!

-Oni zawsze mówią, że oddzwonią…

-Ale mi powiedzieli, że mam posadę w kieszeni! No kurwa, jak powiedzieli to zadzwonią.

-Nie chcę cię załamywać, ale naprawde…

-Co naprawde. Co kurwa naprawdę? Ty w życiu sie nie wyrwałaś z tej wiochy, więc co co cholery wiesz. Nic nie wiesz.

-Uspokój się dziewczyno. Wiesz, że ci źle nie życze.

-To po co gadasz głupoty?

-Zobaczysz jutro.

-Co zobacze kurwa. Ty zobaczysz jutro. Dostanę tę pracę.

-Weź sie wyśpij.

-Sama się wyśpij!

. . . . .

-Poproszę 2 butelki czystej.

-Ale jakiej?

-No jak jakiej. Czystej kurwa mówie, to takie trudne?

-Sie pani uspokoi.

-Dostanę o co prosiłam, czy nie?

-Proszę bardzo.

. . . . .

 

-Nie zadzwonili?

-Spierdalaj.

. . . . .

-Mogę się przysiąść?

-Nie.

-I tak się przysiądę. Ładna pogoda nieprawdaż? Pani tu mieszka, w bloku obok. Jestem pani sąsiadką. O tam, widzi pani te ładne firanki, to moje właśnie. Ciotka z Niemiec mi przysłała. Zawsze pani taka małomówna? W ogóle to na kawę zapraszam do siebie. Też z Niemiec mam kawę i ekspres. Na święta dostałam. Trochę zimno dzisiaj. Mieli nam ocieplać blok, ale ta adnimistracja to nic nie robi.

-Muszę iść. Dowidzenia.

. . . . .

-Ładnie pan gra.

-Dziękuje.

-Dlaczego nie zarabia pan normalnie, tylko na ulicy?

-Bo chcę zadowalać wszystkich, bez względu na cokolwiek. Chce grać dla każdego kto przechodzi tą ulicą. Zawsze chciałem robić to co kocham.

-To banalne.

-I nierealne.

-A jednak prawdziwe.

-Ja nie chcę szukać pracy. Ludzie mnie okłamują.

-Nie jesteś szczególnym przypadkiem. Jeśli nie chcesz to nie szukaj.

-Ale chcę coś robić. Zarabiać.

-Coś robić, czy zarabiać?

-Chyba bardziej coś robić.

-To rób.

. . . . .

-Tak jest mi dobrze.

-Jak?! Tak?!

-Tak, że mam wszytko, a nie mam nic.

-Bredzisz. Weź wracaj do domu.

-Ale mi tu dobrze.

-Co ci się stało?

-Chyba dorosłam. Jak mama?

-Zdrowa.

-To dobrze. Wyjeżdżam teraz na kilka dni. Nie dzwoń.

-Gdzie?!

-Nie wiem. Jak byłam mała lubiłam jeździć pociągiem.

. . . . .

-Jestem.

-Jak było?

-Jak zawsze.

. . . . .

-Pani zaproszenie jest dalej aktualne?

-Zapraszam panią. O właśnie przyszła kolejna paczka z Niemiec. Widzi pani, ja to pieniędzy na ubrania nie mam, ale ciotka tu mi takie jej stare przysyła, to ja w tym chodzę. Te spodnie też mam od niej. Pani ma gdzieś rodzinę za granicą?

-Nie mam. Pieniędzy tez nie mam.

-Pani wejdzie nie będziemy w progu stać.

-Tak właściwie to…

-Kawy może? Mam dobrą taką od ciotki dostałam. I jaki ekspres mi przysłała. Kawa z niego to ma smak.

-Nie dawno sie przeprowadziłam i szukam pracy…

-Tu pracy nie ma. Ja jestem krawcową, piąty rok w tej samej firmie, kołdry szyje. Ciężka praca i małe pieniążki, ale tak to chyba wszędzie teraz. Tylu ludzi szczęścia u nas próbuje, dla miejscowych pracy nie wystarcza. Ten taki biznesmen z czwartego piętra to niedawno zaczął firmę swoją prowadzić. Powiedział, że ciężko u nas, bo rynek taki nieelastyczny.

. . . . .

-Ale jakie mam szanse?

-Wie pani, będąc szczerym to praktycznie zerowe.

-Przecież musi się udać. Ludzie tego potrzebują. Bedzie tanio, promocja, wieczory tematyczne…

-Niech pani ryzykuje, jeśli tak bardzo pani zalezy.

. . . . .

-Z czystej ciekawości, po co pani ten kredyt?

-Bo chcę coś robić.

. . . . .

 

-I jak idzie?

-Chyba odniosłam sukces. Kasa jest, ludzie przychodzą, na nowości mam…biznes się kręci.

-Długo tak zamierzasz?

-Nie, chyba poszukam czegoś lepszego.

-Jak to?! Do cholery priorytety ci sie pojebały czy o co chodzi?

-Nie mam pojęcia. Teraz ciągnę kasę.

. . . . .

-Ładnie pani gra.

-Dziękuję.

-Dlaczego nie zarabia pani normalnie, tylko na ulicy?

-Pamiętasz pożar kina? W kwietniu.

-No tak. Niezła akcja była.

-Widzisz. To było moje kino. Mój interes życia.

-I jaki z tego morał?

-Okłamali mnie.


About this entry