014 do ciebie, śmieciu:nie licz na cud

Myślisz, że mnie znasz, bo mnie widzisz i kochałeś się ze mną w poniedziałek. Może to i prawda, bo zawsze mam taki sam plan. Ukryję tłuszczyk w satynowej koszuli nocnej o kolorze purpurowym. Zgaszę światło. Nie zapytam jak masz na imię, chociaż to dla mnie ważne. Brudne kieliszki po destrukcyjnej walce wewnętrznej wstawie do zmywarki. Trochę pokłamię, trochę poudaje. Rano zrobię jajecznicę i dam Ci aspirynę. Przecież i tak nie będziesz nic pamiętał. Potem opowiem wszytkim jak się zabawiam co noc. Wszyscy mi pozazdroszczą. A ja stanę przed samą sobą i powiem jak zawsze. Że w lustrze widzę masę. Masę w szmatach z najdroższych sklepów na całym Śląsku. Te szmaty to jedyna rzecz na jaką mnie stać. Nie umiem się śmiac, nie umiem płakać. Rytm stukania moich szpilek jest nieregularny tak samo jak mój cykl menstruacyjny. Mam obsesję na punkcie zorganizowania przestrzeni mojego M-3 w centrum Katowic. Nie mam psa, ani kota, bo zwierzęta śmierdzą. I poczuję, że jest źle. Ale nie najgorzej.

Bo chyba najgorzej jest wtedy, kiedy nie wiadomo jak jest. Kiedy przymierzam tysiące kostiumów i każdy jest za ciasny. Kiedy nie ma błonnika z ananasem i mojej owsianki. Gdy nie umiem znaleźć shopping bag pod kolor płaszcza. Albo gdy ktoś umiera. Chociaż jest jeszcze coś straszniejszego. Jak spędzam piątą godzinę przed lustrem. Ćwiczę mimikę i zastanawiam się, dlaczego tak strasznie brzydko wychodzę na zdjęciach. Bo jak patrzę na swoje odbicie, to wszystko jest w porządku, jednak jakby ktoś w tym samym momencie zrobił mi zdjęcie, wyglądałabym durnie. Boże, dlaczego nic nie jest takim jakim być się wydaje.

Nic mi już nie pomaga. Rano wstaję wcześnie, wyciskam z opakowania jedną tabletkę, co wydaje taki charakterystyczny dźwięk. Wkładam ją do ust i popijam wodą gazowaną. I potem czuję jak ona płynie sobie przez moje ciało. Ten cudowny stan przerywa mi telefon do ciebie, tego bezimiennego, który nic nie pamięta. To mnie przytłoczy, bo zawsze mnie przytłacza. Ale nie do tego stopnia jak sytuacja w sklepie.Ostatnio stałam w kolejce w SuperSam’ie. I tak mnie ta sytuacja przytłoczyła strasznie, że zostawiłam zakupy i poszłam do parku. Zdjęłam płaszcz i powiesiłam go na gałęzi drzewa. Wiało i miałam gęsią skórkę. Postanowiłam się rozebrać. Bez programu ‘Jak dobrze wyglądać nago’

Chodziłam po rollboarderach wokół stawu i przypomniało mi się jak kupowałam takie same na ogródek

Więc nie licz na cud. Nie spotkamy się jutro.


About this entry